Warsztaty

Edytor

Edytor

Tydzień Bibliotek: Znajdziesz mnie w bibliotece


Pewnego dnia w bardzo wiosenny dzień w kwietniu, czwartek zdaje się, byliśmy jak zawsze pochłonięci swoją pracą. Nowe książki czekały na opracowanie i biurko się już trochę pod nimi uginało, dzwonił telefon, ktoś pukał do drzwi, komuś coś wypadło z ręki, ktoś ciął folię do okładania książek, ktoś drukował kody na książki, więc drukarka też chodziła na pełnych obrotach, ktoś stukał w klawiaturę, ktoś układał książki na regale. Ot, zwykły dzień w pracy bibliotekarza. Aż tu nagle zrobiło się zupełnie cicho. Wszystko wokół, cała materia jakby się rozpłynęła. Nic, cisza obezwładniająca. I my nagle staliśmy się jacyś spokojniejsi. Nie wiem czy ze strachu czy ze zdziwienia czy ta aura niesamowitej ciszy na nas tak też spłynęła. Popatrzyliśmy wszyscy na siebie za wiele przy tym nie wykonując ruchów. I nagle bum! Szast prast, szepty, stękania, postukiwania, szelesty, rozpychania, brzdęki! W jednej chwili niesamowitość ciszy została przerwana. A różne dźwięki zdawały się osiągać apogeum. Tak, że niektórzy z nas musieli zasłonić uszy.  Powiedzieć, że była to kakofonia to mało! Mówię Wam! Dźwięki dochodziły z regałów, pod podłogą coś skrzypiało, gdzieś coś jakby się wysypywało. Staliśmy wciąż bez ruchu tym razem już przerażeni zupełnie. Po chwili z regałów zaczęły dochodzić głosy ,,tuuu jesteśmy, chodźcie!” Ciche, cichusieńkie wręcz głosiki, a za chwilę  inne, głośniejsze, grubsze, pewniejsze. Wołało nas dosłownie wszystko i zewsząd. Patrzyliśmy w górę, za chwilę w dół, za siebie. Zupełnie osaczeni szeptami i nawoływaniami. Z lękiem w głosie jeden z nas zapytał: ,,kto tam jest?” ,,jak to kto? My, musicie nam pomóc wyjść, znajdźcie nas, niewygodnie nam!” – powiedział głos bardzo niezadowolony. 
Popatrzyliśmy na siebie pytająco. A po chwili już wiedzieliśmy. Wiedzieliśmy co mamy robić. Wzięliśmy wszystko co było pod ręką: lupy, okulary, rękawiczki, długopisy, notatniki, czytniki (w sumie to nie wiem po co) i rozproszyliśmy się w różne biblioteczne kąty w podążaniu za głosami. Muszę Wam powiedzieć, że obudził się wtedy w każdym nas prawdziwy Sherlock Holmes. Nikt już prawie się nie bał, wszyscy poszukiwaliśmy enigmatycznych głosów…
 
1.   I wiecie co znaleźliśmy w naszej bibliotece? Zaraz Wam to wszystko napiszę i wytłumaczę co gdzie się chowało i czym jest. Muszę to wypunktować, bo naprawdę jest to…unikatowe! I zasługuje na wypunktowanie! Więc znaleźliśmy:
Wiedzę, czyli hinc omnia – chowała się wszędzie, była w każdym zakamarku i mało tego, przybierała różne postaci! Wiecie jakie mieliśmy miny, kiedy przed oczami ukazał się nam sam romantyczny Norwid i futurystyczny Lem oraz poetycki Baczyński, a także groteskowy Różewicz?!
2.   Polonę – otwartą skrzynię pełna skarbów! Różności się z niej wysypały – jakie? Dowiecie się w swoim czasie, bo na razie ja tak tylko streszczam!
3.   Pod skrzypiącą podłogą znaleźliśmy…coś. Dość amorficzne coś. Nie udało nam się tego osobnika namówić do wyjścia… I sami nie wiemy do końca kto to jest i będziemy potrzebować Was do pomocy, moi drodzy!
4.   Literki z naszych przekładek, ale jakieś takie inne, wysublimowane, niezwykłe, zdobione.
5.   Kolorowe sowy zakładki, które, jak tylko je zobaczyliśmy…zatrzepotały skrzydłami i tyle ich było widać! Wyleciały przez otwarte okno. Będziecie musieli koniecznie pomóc nam je znaleźć!

Już dziś zapraszamy Państwa na Tydzień Bibliotek, który odbędzie się 8-15 maja 2021 roku na profilu fb naszej biblioteki. Każdego dnia będziemy Wam prezentować nasze biblioteczne znaleziska z tego pamiętnego popołudnia! Zapraszamy! Śledźcie nas na fb, bo będziecie nam bardzo potrzebni!  
 

Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy - Katarzyna Olkowicz i Piotr Baran

Dziś przedstawiamy Wam kolejną recenzję książki, przygotowaną przez naszą bibliotekarkę Monikę Mikulską.

Tym razem będzie to wspaniała książka biograficzna, autorstwa  dziennikarskiego duetu Katarzyny Olkowicz i Piotra Barana „Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy”, wydana przez Wydawnictwo Rebis (książka dostępna jest w naszej bibliotece). Zapraszamy!

„Cóż to za książka! Nie mogłam się od niej oderwać! Od momentu jej zapowiedzi wydawniczej, czekam na nią z niecierpliwością i nie zawiodłam się! Zapytacie zapewne: dlaczego?

Otóż… Miałam 21 lat, kiedy  Polskę obiegła wiadomość o śmierci Andrzeja Zauchy, śmierci głupiej i bezsensownej. Zaucha miał zaledwie 42 lata a jego kariera dopiero nabierała rozpędu. Na swoim koncie miał już kilka przebojów, był ceniony i rozpoznawalny, szanowany przez muzyków i artystów, ale nie zdążył pokazać wszystkiego na co było go stać.

 Artysta został zastrzelony w Krakowie 10 października 1991 roku, na placu parkingowym w pobliżu Teatru STU, w którym występował (przedstawienie „Pan Twardowski”). Został zastrzelony przez męża swej kochanki Zuzanny Leśniak. Jego morderca, francuski reżyser Yves Goulais, oddaje do Zauchy 4 strzały, po czym sięga po kolejny magazynek i strzela jeszcze pięciokrotnie do swej ofiary, do ostatniego naboju. Rani także swoją żonę, o czym jeszcze nie wie. Andrzej Zaucha ginie na miejscu, natomiast Zuzanna Leśniak umiera w szpitalu. Niedługo potem, Goulais sam oddaje się w ręce policji.

Wtedy myślałam, że wiem o Andrzeju Zausze całkiem sporo, bo choć w klubach studenckich i akademiku gdzie mieszkałam, słuchało się raczej innej muzyki, to chyba nie było osoby, która nie znała i nie nuciła przebojów Zauchy („Bądź moim natchnieniem”, „Czarny Alibaba”, „Pij mleko”, „Linoskoczek”, „C’est la vie-Paryż z pocztówki”, czy moja ukochana piosenka „Byłaś serca biciem” i wiele, wiele innych). Wiedziałam w jakich zespołach grał i z kim występował na scenie. Nie sposób było zresztą nie zapamiętać np. jego występu na opolskiej scenie w duecie z Ryszardem Rynkowskimi i ich wspaniałego wykonania piosenki „Baby, ach te baby” (którą zresztą Zaucha uważał za „szmirowatą i kiczowatą”). Muzyczny samouk, z zawodu zecer. W młodości kajakarz, trzykrotny mistrz Polski. Ze sportu zrezygnował dla… muzyki. Podczas swojej kariery współpracował z największymi twórcami jazzowymi (w tym gatunku czuł się najlepiej), choćby Tomaszem Stańką i Janem "Ptaszynem" Wróblewskim, oraz popularnymi piosenkarzami, m.in. Andrzejem Sikorowskim i Ryszardem Rynkowskim, Alicją Majewską, Ewa Bem… Kabareciarz i aktor.

Jednak książka Katarzyny Olkowicz i Piotra Barana pokazała, że tak naprawdę o artyście wiem niewiele. To, że był muzykiem niezwykłe utalentowanym i wszechstronnym, że jego głos z nutą „czarnego brzmienia” był nie do podrobienia, że potrafił zaśpiewać (i to jak zaśpiewać!)praktycznie  wszystko, wiedział chyba każdy. Nie wiedziałam jednak prawie nic o jego życiu osobistym. Nie wiedziałam jakim był człowiekiem, mężem, ojcem, przyjacielem… Nie znałam również szczegółów jego związku z młodziutką, początkującą aktorką  Zuzanną Leśniak – związku, który zakończył się tak tragicznie. Ta książka właśnie taką wiedzę mi dała, bo jest to zapis rozmów i wspomnień osób blisko związanych z Andrzejem Zauchą: jego przyjaciół i znajomych, rodziny, współpracowników, osób, które pisały dla niego teksty piosenek, które miały szczęście spotkać Zauchę na swej drodze zawodowej. Z tych rozmów wyłania się obraz człowieka niezwykle pogodnego, ciepłego, lojalnego, wrażliwego, bardzo szarmanckiego w stosunku do kobiet, skromnego, obdarzonego ogromnym poczuciem humoru, kochającego ponad wszystko swoją wspaniałą żonę Elżbietę, ze śmiercią której nigdy się nie pogodził. Dla córki Agnieszki był wspaniałym ojcem, choć często nieobecnym ze względu na wyjazdy i koncerty, jednak stroniącym od rozwiązywania problemów wychowawczych. Te spadały na barki jego żony. 

Książka zawiera także mnóstwo ciekawych szczegółów z życia artysty, które wcale nie było usłane różami. Wiedzieliście np., że Andrzej Zaucha był brany pod uwagę jako reprezentant Polski na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 1964r? A czy wiedzieliście, że debiutował na scenie w wieku zaledwie 8 lat? Zastępuje wtedy za bębnami ojca, który ląduje na pogotowiu z bolącym zębem (ojciec Andrzeja Zauchy był muzykiem – perkusistą i klezmerem, grywającym na  potańcówkach, festynach i weselach). Czy wiecie, że Andrzej Zaucha  nigdy nie nauczył się nut, ale za to bez problemu opanował grę na kilku instrumentach? Takich ciekawostek znajdziecie w książce „Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy” bardzo dużo. Niewątpliwą zaletą książki są także teksty piosenek, wykonywanych przez Andrzeja Zauchę, a rozpoczynające każdy kolejny rozdział, a także duża ilość fotografii.

„Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy” to z pewnością książka, która zachwyci nie tylko miłośników twórczości artysty. To biografia, którą polecam każdemu z nas, bo warto poznać historię człowieka, który całym sercem realizował swoją muzyczną pasję. Trzeba przyznać, że autorzy książki wykonali kawał dobrej dziennikarskiej roboty, dzięki czemu biografia ta jest doskonałym świadectwem artystycznego dokonania piosenkarza, który zapisał się w historii polskiej muzyki. Warto wpisać tę pozycję na listę książek do przeczytania. A już z pewnością będzie to doskonały prezent pod choinkę dla każdego, kto lubi tego typu literaturę.

Ja jestem tą książką absolutnie zauroczona!”
Monika Mikulska

Rok Lema - konkurs plastyczny


Sejm RP ustanowił 2021 Rokiem Stanisława Lema, najwybitniejszego przedstawiciela polskiej fantastyki i jednego z najpoczytniejszych pisarzy science fiction na świecie, autora m. in. „Cyberiady”, „Solaris” czy „Bajek robotów”. W tym roku przypada 100. rocznica urodzin pisarza. Jego książki przetłumaczono na ponad 40 języków, osiągnęły łączny nakład ponad 30 milionów egzemplarzy.
 
Aby upamiętnić pisarza oraz przybliżyć jego twórczość i sylwetkę, Powiat Legionowski zaprasza do udziału w konkursie  plastycznym.
 
W konkursie plastycznym „Rok Lema” mogą wziąć udział uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych z terenu powiatu. Przedmiotem konkursu jest wykonanie w dowolnej technice artystycznej (rysunek, praca malarska, collage, grafika komputerowa) pracy inspirowanej dziełami literackimi Stanisława Lema w formacie nie mniejszym niż A3 i nie większym niż A2. Termin złożenia prac upływa 30 kwietnia.
 
Subskrybuj to źródło RSS